i nieco spóznione tulipany...
Szukaj na tym blogu
wtorek, 21 maja 2013
Lawendowe lizaki...dziewczynka i bzy...
Post ten będzie trochę dziwny...taki misz- masz.Uwielbiam lawendę,nie mogę się doczekać kiedy zakwitnie,a że niecierpliwa bywam postanowiłam zrobić sobie coś co umili mi czekanie i tak wpadłam na pomysł lawendowych lizaków ;-) Wyszły baaardzo aromatyczne...wykorzystałam suszoną lawendę i jadalny olejek lawendowy...
Skończyłam również jeden z wielu ustawionych w kolejce haftów,tym razem obrazek do pokoju Julki...kolejny :-)
środa, 8 maja 2013
Syrop z mlecza...
Długi weekend minął szybko,u nas były to tylko trzy dni :-) Pogoda była tak piękna,że prawie nie tutejsza...tak więc było i grillowo i spacerowo,ze spaceru w okolicach zamku Kenilworth przywiozłam kwiaty mniszka lekarskiego potocznie zwanego mleczem.Duzo naczytałam się o przydatności syropu z tego kwiatka i postanowiłam zrobić :-)
0,5 litra wody
0,5 kg cukru
1 cytryna(wyszorowana i sparzona) Kwiaty mlecza układamy na białej ścierce lub papierze,najlepiej na tarasie lub balkonie i czekamy aż wszystkie żyjątka je opuszczą :-) Następnie zalewamy je wodą,dodajemy pokrojoną w plastry cytrynę,razem ze skórką,zagotowujemy i zostawiamy na noc aby się przegryzły. Następnego dnia dodajemy cukier i na wolnym ogniu gotujemy do odpowiadającej nam konsystencji,od syropu,aż po miód,zależy co chcemy uzyskać.Ja chciałam uzyskać syrop gdyż moja córka nie przepada za miodem,a z myślą o dzieciach i zimowych przeziębieniach powstał ;-)
potrzebujemy...
300 kwiatów z mlecza,dobrze rozwinietych,zbieranych w słoneczny dzień0,5 litra wody
0,5 kg cukru
1 cytryna(wyszorowana i sparzona) Kwiaty mlecza układamy na białej ścierce lub papierze,najlepiej na tarasie lub balkonie i czekamy aż wszystkie żyjątka je opuszczą :-) Następnie zalewamy je wodą,dodajemy pokrojoną w plastry cytrynę,razem ze skórką,zagotowujemy i zostawiamy na noc aby się przegryzły. Następnego dnia dodajemy cukier i na wolnym ogniu gotujemy do odpowiadającej nam konsystencji,od syropu,aż po miód,zależy co chcemy uzyskać.Ja chciałam uzyskać syrop gdyż moja córka nie przepada za miodem,a z myślą o dzieciach i zimowych przeziębieniach powstał ;-)
kilka zdjęć z naszego mleczo-brania ;-)
środa, 1 maja 2013
Przepis na szyszki...i ptaszek na lnie.
Witajcie...dawno nic nie dodawałam,jakaś niemoc mnie ogarnęła...przesilenie wiosenne czy cuś :-D Robótkowo też leżę i ryczę,powstało tylko takie maleństwo na lnie...
Jeżeli chodzi o ww. szyszki,to ulubione ciasteczka mojej młodszej córki,ale nie tylko,robię je na każde jej urodziny i częstuje nimi dzieciaki w szkole.Przepis, chociaż znajomo brzmiący,nieco mniej tradycyjny,pochodzi z przepisów Nigelli,z biegiem czasu nieco przeze mnie zmodyfikowany ;-)


4 duże batony Mars(60g)
40g masła
3-4 kostki gorzkiej czekolady
1-2 szklanki płatków kukurydzianych(w oryginale) lub ryżu preparowanego(ja robię z ryżem)
Masło z batonikami roztapiamy na wolnym ogniu,ciągle mieszając.Kiedy batoniki rozpuszczą się i powstanie masa dosypujemy płatki lub ryż i mieszamy,zdejmujemy z ognia.Formujemy kulki lub podłuzne szyszki,wkładamy na ok 1 godz.do lodówki,wyjmujemy i gotowe.Zaraz po wyjęciu z lodówki szyszki są bardzo twarde,najlepsze są na drugi dzień,przechowywane w temperaturze pokojowej.Smacznego :-)
Nareszcie zrobiło się ciepło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)